Katarzyna Kaczmarek:- Do piętnastego roku życia byłeś zwyczajnym chłopcem, chodziłeś do szkoły, mialeś kolegów. Nagle wszystko się w twoim życiu zmieniło…

Nikołaj Filimonov:- Zacząłem mieć zawroty głowy, byłem słaby, miałem podwyższoną temperaturę. Lekarz rodzinny wysłał mnie do szpitala na badania. Diagnoza dla mnie i rodziców była ogromnym ciosem. Okazało się, że mam raka, od razu zaordynowano chemioterapię. Ale zanim podano mi medykamenty miałem zapaść i ustały moje funkcje życiowe.

Katarzyna Kaczmarek:- Pamiętasz jak do tego doszło?

Nikołaj Filimonov:-Miałem przeprowadzane pewne inwazyjne badanie i nagle „odpłynąłem”. Pamiętam, że lekarz krzyknął, że dzieciak umiera. Po chwili spoglądałem na siebie z góry, chciałem odpowiedzieć, żeby się o mnie nie martwił, wytłumaczyć, że jestem „tu i tam”, w szpitalu i jednocześnie w zupełnie innym wymiarze, widziałem swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Spotkałem pełne absolutnej miłości istoty , które powiedziały mi, że otrzymałem zadanie, mam pomagać ludziom, bo na świecie jest zbyt dużo cierpienia. Po chwili poczułem ból, zapadła ciemność, ocknąłem się kilka godzin później.

Katarzyna Kaczmarek:-Powiedziałeś lekarzom co widziałeś?

Nikołaj Filimonov:-Tak, ale nie wzięli tego poważnie, uwierzyli mi rodzice, ale też nie od razu. Z „tamtej strony” wróciłem z darem jasnowidzenia, po powrocie do domu przewidziałem co wydarzy się w najbliższej przyszłości w moje rodzinie. Na dodatek ciągle powtarzałem, że moja choroba samoistnie się cofnie i to w najbliższym czasie. Tak się rzeczywiście stało, ale dlaczego zachorowałem, po co było mi to doświadczenie nie wiem do teraz.

Katarzyna Kaczmarek:-Jak reagowali rówieśnicy gdy zacząłeś przewidywać przyszłość?

Nikołaj Filimonov:-Nie chwaliłem się tym, nie chciałem się wyróżniać, dlatego nawet gdy coś wiedziałam starałam się to zatrzymać dla siebie. Najbliżsi przyjaciele jednak traktowali moją umiejętność poważnie i często pytali mnie co w danej sytuacji mają robić. Na przykład, chcieli wiedzieć czy umówić się na randkę, czy przejdą do następnej klasy. Lubiłem doradzać, ludzie byli i są dla mnie bardzo ważni.

Katarzyna Kaczmarek:- Jak objawiało się jasnowidzenie?

Nikołaj Filimonov:-Na początku nie miałem na cały proces żadnego wpływu i nie potrafiłem nim kierować. Po prostu- pojawiała się myśl, obraz. Pamiętam mojego sąsiada, miłego pana w średnim wieku. „Coś” podpowiadało mi żebym poprosił go aby poszedł do lekarza. Pewnego dnia powiedziałem, że musi się przebadać bo inaczej umrze. Mężczyzna był wściekły, że sobie z niego tak okrutnie żartuję, ale wybrał się do przychodni. Okazało się, że ma raka, chorobę wykryto tak wcześnie, że po operacji prawie natychmiast wyzdrowiał.

Katarzyna Kaczmarek:-Jakie były twoje dalsze losy?

Nikołaj Filimonov:-Skończyłem liceum, zdałem na psychologię, skończyłem kurs akupresury, masażu- Zen, klasycznego, medycyny chińskiej, przeszedłem trzystopniowe zajęcia w cyklu trzyletnim u hinduskiego fakira. Otworzyłem gabinet, zaczęli się pojawiać ludzie.

Katarzyna Kaczmarek:-Czy przychodzili do ciebie jako do jasnowidza?

Nikołaj Filimonov:-Na początku rzeczywiście tak, ale z czasem zacząłem także pomagać ludziom z problemami zdrowotnymi. Widzę w jakim stanie są organy człowieka, co można dla niego zrobić, ile wizyt będzie potrzebne. Stosuję chirurgię fantomową, bioterapię, osteopatię, akupunkturę, medycynę chińską, tybetańską, ziołolecznictwo. Przekonałem się jednak, że najskuteczniejszą metodą pomocy pacjentowi jest przekaz energetyczny, skuteczny bywa nawet w najpoważniejszych chorobach.

Katarzyna Kaczmarek:- A jak wygląda praca z klientem, który chce dowiedzieć się co co w życiu czeka?

Nikołaj Filimonov:-Najczęściej proszę o zadanie mi konkretnych pytań, nie chcę „przedobrzyć” i zdradzić człowiekowi tego czego nie chce wiedzieć. Potem chwilę się skupiam, słowa płyną przeze mnie, nie mam wpływu na ich treść. W rzadkich wypadkach nie otrzymuję odpowiedzi na zadane pytanie. Zdarza się to wtedy, kiedy odpowiedź skrzywdziłaby inną osobę. Najczęściej jednak podczas spotkania z klientem energia płynie i nie ma żadnych problemów. Myślę, że nie przychodzą do mnie ludzie przypadkowi, lecz tacy którym mam w danym momencie życia pomóc.

Katarzyna Kaczmarek:- Wielu ludzi odwiedza cię aby poddać się „terapii fakira” czyli stania na gwoździach. Gdy spoglądam na deskę nabitą 320 gwoździami, z których każdy ma 3 cm wysokości i bez wątpienia jest bardzo ostry ogarnia mnie strach.

Nikołaj Filimonov:-Tu nie chodzi tylko o to aby stanąć na gwoździach, lecz o to aby zrobić porządek z problemem, który dręczy człowieka. Gwoździe naciskają na wszystkie receptory dlatego jest tak piorunujący efekt terapeutyczny. Impulsy wędrują poprzez kanały energetyczne, po drodze wymiatają blokady w ciele fizycznym i eterycznym. To jest tak jakby mózg nagle dostał ogromny bodziec do naprawy tego co się w organizmie zepsuło. Towarzyszę człowiekowi podczas całego procesu, czuję co go dręczy i pomagam przezwyciężyć najgłębsze nawet traumy.

Katarzyna Kaczmarek:- Można powiedzieć, że chwytasz się wszystkiego aby pomóc ludziom.

Nikołaj Filimonov:-Takie dostałem zadanie na to wcielenie, zapewniem cię że zostanę z niego rozliczony.